Na rynku wydawniczym pojawiło się bardzo mało książek poświęconych zagadnieniom utworów fotograficznych oraz prawu autorskiemu, należą do nich m. in.:

 

Prawo autorskie

"Prawo autorskie"
Janusz Berta, Ryszard Markiewicz
rok wydania 2016

 

 

Utwór. Przedmiot prawa autorskiego

"Utwór przedmiot prawa autorskiego"
Wojciech Machała
rok wydania 2012

 

 

Prawo autorskie i prawa pokrewne - Barta Janusz, Markiewicz Ryszard

"Prawo autorskie i prawa pokrewne"
Barta Janusz, Markiewicz Ryszard
rok wydania 2012

 

 

Utwór fotograficzny i jego twórca w prawie autorskim

"Utwór fotograficzny i jego twórca
w prawie autorskim"
red. Rafał Maciej Sarbiński
rok wydania 2007


 


POLECAMY

 

Prawo autorskie
(ustawa z 4 lutego 1994 r.
tekst jednolity z 2016 r.)


prawoautorskie.gov.pl

 


 

 


DOFINANSOWANO ZE ŚRODKÓW
MIASTA TORUŃ

 

 

Czym jest utwór fotograficzny?


Najprościej posłużyć się definicją z ustawy o prawie autorskim

każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażania.  Ot i tyle.

Dla nas, którzy zajmujemy się fotografią, taka definicja wydaje się jasna, oczywista. W końcu zajmujemy się fotografią właśnie po to, by tworzyć. Nasza działalność na tym polu (w postaci fotografii) ma charakter indywidualny a produkty naszej pracy cieszą odbiorców, sprzedają się, wiszą w galeriach itd.

Zapewne, jak każdy przepis prawny i ten wymaga komentarza, wyjaśnienia. I tu zaczynają się schody. Czyj komentarz, czyje wyjaśnienie jest miarodajne, kto znajdzie się na tyle kompetentny i bezstronny, by w jakiejkolwiek spornej sprawie decydować, co jest a co nie jest utworem fotograficznym? Czy każdy z nas, a więc, w naszym rozpatrywanym przypadku, twórca i odbiorca, może być kompetentny? Przecież każdy może, w jakimkolwiek utworze, dostrzec cechy o charakterze indywidualnym, lub ich nie dostrzec. Może dostrzec tylko trochę, od razu, albo później.

Pogrzebałem w słownikach. Twór (od niego wszystko się zaczęło) – utwór, twórca, twórczość, tworzenie, stworzenie, tworzywo, wytwór, wytwórca, odtwórca, itd. Słownik języka polskiego podaje – twór: ten (lub to), który został stworzony, utwór, który został utworzony, stworzenie, twór powstały w myśli człowieka, jego wyobraźni, np. dzieło. Ooo! (Dzieło na później). Dalej słownik pokazuje hasło twórca, a twórca to ten, który coś tworzy np. dzieła sztuki, kto jest czegoś wynalazcą, sprawcą czegoś. Utworzyć – powołać do życia, zorganizować, spowodować istnienie. Tworzyć – kształtować coś z istniejących elementów, materiałów, formować, układać, komponować, budować, ale też wymyślać, tworzyć z zasobów własnej wyobraźni... Twórczość, to z kolei działalność artysty, w wyniku której powstają dzieła sztuki. Teraz zobaczmy, co to dzieło. Dzieło to to, co jest, co będzie wykonane, wytwór, owoc pracy lub działania, myślenia. A sztuka? Sztuka to z kolei twórczość artystyczna, której wyrazem są dzieła z zakresu: literatury, muzyki, architektury, sztuk plastycznych, w tym fotografii ... Artysta – człowiek uprawiający jakąś dziedzinę sztuki, lub mistrz w swoim zawodzie.

Tyle słownik języka polskiego, a co z naszym utworem fotograficznym? Wydaje się, że mamy już jasność. Chyba to będzie tak: utwór fotograficzny, to dzieło sztuki wytworzone w wyniku działalności twórczej (twórczości) przez artystę fotografa, lub mistrza fotografii.

Co znaczy teraz indywidualny charakter? Uciekam się znów do słownika; tu krótko i jasno – indywidualny charakter, to zespół cech, przynależnych wyłącznie danemu utworowi, wyróżniający go tymi cechami spośród innych utworów, oryginalny, niepowtarzalny, jednostkowy. No, to teraz chyba jeszcze jaśniej.

Druga część definicji już nam nie jest potrzebna. W jakiejkolwiek postaci – nie literackiej (tu cała lista gatunków), nie muzycznej (też lista), sztuk plastycznych – tu, ma się rozumieć i fotografii, gatunku, w którym powstają obrazy. Co do reszty – bez wartości, albo bezcenne, z przeznaczeniem, lub do szuflady, w postaci ...

 

Uff!

Czy doszliśmy wreszcie do utworu fotograficznego?

Czy można powiedzieć, że utwór fotograficzny to dzieło sztuki powołane do życia technikami fotograficznymi, w drodze procesu twórczego, przez fotografa, który w momencie tworzenia stał się choć na chwilę artystą i nosi cechy indywidualności? Do diabła! Już sam nie wiem.

W związku z tymi dywagacjami nasuwa mi się pytanie: jaka właściwie jest różnica między utworem fotograficznym, a zdjęciem, czy czymś, co nazywamy też fotografią po prostu. Jedno i drugie to przecież obraz, obrazek, najczęściej kartka papieru zwana właśnie zdjęciem, fotografią lub powiększeniem, wreszcie odbitką (nie cierpię tego określenia – w końcu ta kartka papieru nie została, w całym procesie technologicznym nigdzie i z niczego, odbita). Jest to, jakby nie było, tylko przedmiot. Żeby taki przedmiot – obraz, stał się, w myśl definicji, utworem fotograficznym a idąc dalej dziełem fotograficznym, czyli nosił charakter indywidualny, musi jeszcze zostać stworzony w wyniku działalności twórczej.

W laboratoriach usługowych wykonuje się codziennie tysiące, jeśli nie miliony, „odbitek” fotograficznych. Czy powstają tam utwory fotograficzne, dzieła sztuki? Zastanawiające? Czy fotki z podróży, to dzieła, czy fotki z uroczystości rodzinnej, to dzieła, fotografie naszych dzieci, to dzieła, krajobrazy spotkane na wycieczce, pstryknięte na pamiątkę, zdjęcia typu „tu byłem”, a „to mój dom”, to mój samochód”... Oczywiście nie? Ale przecież nie wiemy jak powstały. Może jednak w procesie twórczym?

Zwróciło moją uwagę określenie, które znalazłem, grzebiąc w słownikach – twór powstały w myśli, w wyobraźni człowieka. Zacznijmy od tego ulotnego procesu w naszej psychice, kiedy coś, nieokreślonego w pierwszej chwili, pojawia się i zaraz znika, by wrócić za jakiś czas w innej odsłonie. Tak rodzi się pomysł, a mądrzej – koncepcja.

Opowiadając o procesie twórczym, ucieknę się do własnych doświadczeń, przy założeniu, że przez moją ponad czterdziestoletnią działalność fotograficzną powstawały utwory fotograficzne, nazywane niekiedy dziełami a ja bywałem twórcą, artystą i tworzyłem obrazy.

Pamiętam dość dobrze moje pierwsze zdjęcia. Smiena, czarno-biały film i dzieciaki z podwórka. Improwizowana ciemnia w pokoiku kolegi, pierwsze powiększenia i tajemnica wynurzającego się z kuwety obrazu. Mogłem mieć wówczas czternaście lat, może nawet nie. Traktowałem wtedy fotografię jako sposób rejestrowania rzeczywistości na pamiątkę i jako ciekawostkę techniczną, nie zaś jako narzędzie tworzenia obrazów. Dorastałem wtedy w aurze sztuk pięknych za sprawą licznych sąsiadów, artystów malarzy, profesorów uniwersytetu. Sporo wtedy rysowałem i wydawało mi się, że rysowanie zbliżało mnie do nich. Gdy sfotografowałem po raz pierwszy drzewa w parku, wydawało mi się, że zrobiłem prawdziwe zdjęcie artystyczne.

Później sam doszedłem do przekonania, że czasem przypadek pomoże stworzyć dzieło, ale tylko czasem.

Wróćmy do pomysłu, tego czegoś, co powstaje w głowie, buduje się powoli, wynurza się nieokreślone, mętne, niewyraźne, ale nie dające spokoju, powracające w najmniej oczekiwanych chwilach. To coś, trwa czasem kilka dni, czasem jednak znika, odchodzi i zapominamy, czasem powoli się konkretyzuje, albo pod wpływem jakiegoś nieznanego impulsu wewnętrznego, czasem pod wpływem sugestii nagle... Jest! Zrazu jeszcze nie do końca ukształtowany, ale jest wyraźny. Pomysł. Genialny! To dopiero będzie dzieło!

Tak właśnie u mnie powstawały najlepsze obrazy. Nic, tylko zabrać się do pracy. Pomysł, albo koncepcja (jak kto woli), projekt (tak to określają inni) zmienia się w czasie realizacji, dojrzewa, doskonali się, raz rozbudowuje raz upraszcza, by w finale powstało... Dzieło właśnie. Utwór. W wyniku procesu twórczego, który przede wszystkim rozgrywa się w naszej psychice, bez którego przecież nie może nic powstać.

 

A oto przykład.

Otrzymuję zlecenie na wykonanie fotografii do plakatu reklamowego. Fotografia w zasadzie prosta. Można powiedzieć „wystawka”. Ułożyć produkty i „ładnie” sfotografować. Zadaniem zdjęcia jest zwrócić uwagę na firmę i jej produkty. Produkty niczym szczególnym nie wyróżniają się w branży. Zatem należy czym innym, niż tymi produktami, zaciekawić klienta. I tu zaczyna się proces tworzenia. Czym zaciekawić, a może jakoś zaszokować? Jak? Jak daleko można się posunąć? Jaką wymyślić fabułę i metaforę, która będzie czytelna a jednocześnie oryginalna? Jakie wymyślić opowiadanie i sfotografować jego najważniejszy fragment? Wreszcie jest! Pojawia się w wyobraźni daleki szkic, powoli rozrasta się przy pomocy nadbiegających sugestii, inspiracji, za chwilę widać już wszystkie detale... Tak powstały moje plakaty dla firm z branży spożywczej – nad rzeką, przyjęcie, późno wieczorem, piekarnia.

 

Inny przykład.

Od kilku lat łażę po mieście i fotografuję, zdawało by się nic trudnego, architekturę. Znam te wszystkie domy w mieście i nic już w nich nie widzę godnego uwagi. Opatrzyły się, spowszedniały. Ciągle te same ulice i to samo niebo nad głową. Narobiłem całą masę pocztówek. Sprzedają się. Poprawne zdjęcia. Gdyby je zebrać w jeden zeszyt a powstały katalog zabytków trudno by było nazwać dziełem. Ot! Zdjęcia dokumentalne i wszystko. Inaczej traktowałem materiał zdjęciowy do albumu poświęconemu mojemu miastu. Starałem się sfotografować nastroje, jakie pojawiają się na ulicach, wśród kamienic, podwórek, zabytkowych murów. Szukałem świateł i cieni o różnych porach dnia i roku. Szukałem niecodziennych perspektyw i kadrów. To wówczas, tak czułem, byłem w transie twórczym. Pamiętam doskonale, jakby to wczoraj było, jak rodził się proces twórczy, jak podczas wędrówek między kamienicami zaczynałem zauważać gotowe obrazy, jak zacząłem je kształtować poprzez kadrowanie i zmianę perspektywy. Okazywało się czasem, że dookoła mnie nie ma miasta – są same obrazy. Niemal gotowe. Tylko je rejestrować...

 

 

Następny przykład.

Kiedyś, przeglądając starą teczkę z dawnymi rysunkami, trafiłem na niewielki szkic, przedstawiający drewniane szopy w czasie powodzi. Nie pamiętam kiedy i gdzie szkic ów powstał, ale największą moją uwagę zwróciła jego enigmatyczność. Niezwykła, zdawałoby się, a przecież właściwa szkicowi. Prostota i oszczędność kreski, tak mnie urzekła, że (i tu ten proces myślowy, początkujący tworzenie) postanowiłem podobnie fotografować. Tak powstały później cykle fotografii: mgła, Partęczyny, opłotki, szkice z mgły, zimowe fascynacje. Proces twórczy był nieco inny od tego „miastowego”. Tu szukałem motywów, które już w naturze były skromne, jakby krajobrazy były tylko muśnięte linią lasu, kilkoma drzewkami, kępą krzaków. Szybko zauważyłem, że mgła i śnieżna zima fantastycznie upraszcza pejzaż, wygasza szczegóły, traci kolory, ogranicza się do szkicowego potraktowania rzeczywistości. Powstające obrazy stawały się niedopowiedziane, zaczęły nieść jakąś tajemnicę. Zaczęły wreszcie nieść emocje: spokój i senność, wyciszenie, uczucie bezpieczeństwa...

 

W każdej pracy fotografa w jakimś stopniu zachodzi proces twórczy i powstaje utwór fotograficzny. Niech to będzie fotografia produktów przemysłowych, fotografia dokumentalna, fotografia dzieł sztuki, naukowa, przyrody czy... nie wiem jaka jeszcze. Fotografia mody, portretowa, sportowa. Kadrując zdjęcie, ustawiając przedmioty przed obiektywem, czekając na ptaszka, który siądzie na wybranej gałęzi, sportowca, którego emocje za chwilę sięgną nieba, tworzy obraz nieprzypadkowy przecież. W prostym ślubie, uroczystości zakładowej, w migawkach z ulicy, czy wydarzeniach wojny, kataklizmu, fotograf, w takich a nie innych kadrach, takich a nie innych motywach, takim a nie innym wyborze zdjęć, odciska cząstkę siebie, swoich emocji i wyobrażeń.

Wydaje się, że łatwiej jest określić, co jest utworem fotograficznym, niż co nim nie jest, co jest dziełem fotograficznym, a co jest tylko „zwykłą fotką”. W każdej, niby zwykłej fotce, można dopatrzyć się utworu, lub używając zamiennie – dzieła, a dalej – dzieła sztuki. Zależy to tylko od odbiorcy, którego zdjęcie poruszy, zadziwi, wzbudzi emocje, lub wcale nie. Obserwacja różnych utworów (dzieł sztuki) wskazuje, że jedne są bardziej dziełami niż inne, jedne są dziełami natychmiast, inne nieco później, albo gdzieś giną bezpowrotnie. Co tym zarządza, kto o tym decyduje? Dlaczego niektóre nie powszednieją długo, inne stają się powszednie następnego dnia? Dlaczego o jednych pamiętamy, wzruszają nas za każdym razem, kiedy z nimi obcujemy, niech to będzie literatura, muzyka, czy fotografia zgoła, a inne znikają w niepamięci? Wydaje się, że wartość dzieła, ta niematerialna ma się rozumieć, zależy, w prostej linii, od tych właśnie naszych wzruszeń. A jak to się ma do prawa autorskiego - niech się tym zajmą prawnicy.

 

Jacek Szczurek