Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Mała Galeria Fotografii
ZPAF Okręg Kujawsko-Pomorski
w Toruniu  ul. Różana 1 
(I pietro - domofon ZPAF)

KONTAKT TELEFONICZNY

 

___________________________________________________________

 

Andrzeja Skowrońskiego
esej o świetle fotograficznym

„Autoportret” Andrzeja Skowrońskiego z 2016 r. wiele mówi o jego życiu fotografią przez kilka dziesięcioleci. Umieścił na nim blisko tysiąc zdjęć fotografowanych przez siebie dzieł sztuki oraz własną podobiznę. Najbardziej znany jako fotograf zabytków, a jednocześnie jest cenionym fotografem przyrody. Ci z odbiorców, którzy będą szukali wyłącznie klucza tematycznego na obecnej ekspozycji zobaczą na jego fotografiach drzewa, gałęzie, wodę, rośliny duże i małe, np. purchawkę, krople, kałuże, brzeg rzeki czy morza. W przypadku tej prezentacji wyliczanie pretekstów do stworzenia kilku nakładających się na siebie cykli zdjęć na niewiele się zda, gdyż co prawda artysta fotografik ukazuje nam realne przedmioty, bądź ich fragmenty, cytaty z otoczenia, w stronę których skierował swój aparat, ale przede wszystkim światło, umożliwiające mu stworzenie takich, a nie innych obrazów fotograficznych. Gdyż motywem przewodnim tej wystawy jest postrzeganie światła, nie tylko świata, obiektywem aparatu fotograficznego przez Andrzeja Skowrońskiego, przy nieukrywanej fascynacji bogactwem form Natury, jakie wrażliwy artysta spotyka na każdym kroku. Wnikliwa obserwacja Natury przynosi wybitne dzieła sztuki w każdym pokoleniu artystów. Andrzej Skowroński te same detale architektury gotyckiej, świetlne strumienie przenikające przez witraże, które fotografuje chciałoby się powiedzieć, że „ w równoległych przedziałach czasu”, odnajduje w Naturze. Nieskończenie barwny kalejdoskop przyrody ukazał nam tym razem w fotografii czarno – białej, gdyż obecnie interesują go formy, jakie w otoczeniu tworzy światło dostrzeżone przez odpowiednio dobrany obiektyw, co nie jest bez znacznie dla artysty fotografika. Za najmocniejszy cykl tej ekspozycji uważam zestawienie sześciu zdjęć, przedstawiających refleksy świetlne na kadłubie łodzi w porcie. Na tych obrazach ostrość swobodnie przechodzi w nieostrość i wydaje się nam, że te światła nie mają materii, mimo że fizyka takim przekonaniom zaprzecza. Nie zainteresuje nas kadłub zatopiony w półmroku, ale istniejące – nieistniejące układy linii zarejestrowane w ułamku czasu, które tworzą finezyjne kompozycje. Wystawę otwierają i nie zamykają dwa mocne cykle, tworząc swoiste credo eseju fotograficznego. Pretekstem do ich powstania nie jest u fotografa zabytków Andrzeja Skowrońskiego gotycka katedra, ale drewniana stodoła, kryta eternitowym gontem. Na jej drzwiach ktoś w czasie minionym i bliżej nieokreślonym przypiął kartonowy prostokąt, być może nawet napisał jakieś ostrzeżenie, np. „Unikaj powierzchownych sądów o fotografii”. Gdyż fotografia bywa wspólną płaszczyzną Natury i Kultury, dwuwymiarowym wizerunkiem wielowymiarowej rzeczywistości człowieka. I nie bez znaczenia w przypadku toruńskiego artysty fotografika są lata spędzone w ciemni analogowej nad prostokątem obrazu fotograficznego. Fotografie Andrzeja Skowrońskiego pomyślane zostały jako obrazy fascynacji i kontemplacji zarazem. Są zaproszeniem do kontemplacji Natury i Sztuki. W drugim cyklu sfotografował dziewięć fragmentów drewnianych wrót i jest to opowieść o trwaniu i przemijaniu. Wrota trwają, wydają się solidne, choć każdego dnia chłostane śniegiem i deszczem, prażone słońcem. Niedostrzegalnie dla nas przemija ich forma, naturalna – bo to przecież drewniane deski z sękami, kulturowa – bo nikt już tak stodół nie buduje. Niekiedy przechodzimy obok nich obojętnie, a one też żyją swoim trwaniem i przemijaniem, choć w innym rytmie niż budujący je człowiek. Dużą wartość wystawy fotografii Andrzeja Skowrońskiego z 2016 r. widzę w właśnie takim niespiesznym, pogłębionym oglądzie Natury i Sztuki, w umiejętności nie tylko patrzenia, ale widzenia, dostrzegania ocalających szczegółów oraz celnego użycia narzędzia, jaki jest cyfrowy aparat fotograficzny na początku XXI wieku, przez praktyka z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem w fotografii analogowej i cyfrowej. (Stanisław Jasiński)
 

 

Magia i tęsknota
fotografii Jacka Szczurka

Jacek Szczurek fotografią artystyczną zajął się w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku jako dwudziestolatek. Nad Wisłą nie było wówczas wyższej uczelni fotograficznej, a wybitnymi artystami stawali się fotografowie drogą wieloletniego samokształcenia. Nie tak wielu ukończyło akademie sztuk pięknych, równie często posiadali dyplomy ukończenia studiów humanistycznych, jak i politechnicznych. Odrębną grupę stanowili twórcy legitymujący się technicznym wykształceniem fotograficznym. Jednym z nich jest Jacek Szczurek z dyplomem mistrza fotografii. Ponad czterdzieści lat intensywnej praktyki twórczej sprawiło, że jest dziś znawcą większości technik fotograficznych. Jacek Szczurek jest jednym z tych artystów, który potrafi zamienić w dzieło sztuki każdy przedmiot, wykorzystać każdą materię, o ile zatrzymają jego spojrzenie. Uprawia fotografię architektury, portret i pejzaż, należy do tych mniej licznych fotografów, którzy osiągają imponujące rezultaty w każdym rodzaju fotografii. Jest także instruktorem i nauczycielem fotografii. Ma w swoim dorobku kilkanaście wystaw indywidualnych, uczestniczy w prezentacjach zbiorowych. Przez wiele lat prowadził własną Pracownię Fotografii Technicznej i Reklamowej. Jacek Szczurek to autor wielokrotnie nagradzanych albumów i kalendarzy, jego zdjęcia pojawiają się w wielu publikacjach historycznych i artystycznych. Brał udział w wyprawie alpinistów toruńskich w Himalaje, gdzie dużo fotografował, a po powrocie prezentował na wystawach. Ujawnił swoje nieprzeciętne umiejętności budowlane, gdyż to jego dziełem jest ostateczny wyraz architektoniczny Małej Galerii Fotografiki przy ulicy Różanej oraz własny dom na wsi pod Toruniem. Na obecnej wystawie fotograficznej eksponuje, obok zdjęć, swoje miniatury rzeźbiarskie, które bliskie są zauroczeniom wywiedzionym z dzieciństwa, a jednocześnie zawierają zdystansowaną nutę ironii człowieka dojrzałego, doświadczanego i doświadczonego. To także wspomnienie lat młodości, spędzonych w technikum i pierwszych doświadczeń z ceramiką użytkową. Od początków samodzielnej drogi głównym tematem fotografii Jacka Szczurka jest Toruń. Wykonuje zarówno perfekcyjne zdjęcia techniczne dla muzealników i konserwatorów zabytków, jak i „magiczne” wizerunki miasta: we mgle, zamieci śnieżnej, podczas deszczu, częściej po zmierzchu, niż o świcie. Fantastyczny Toruń na jego fotografiach jest miastem nad Wisłą, gdzie nadal nie brakuje drzew i zieleni. Jacek, jak większość fotografów, pracuje osiem godzin – od ósmej do ósmej, a latami można go było spotkać spacerującego w parku czy brzegiem rzeki ze swymi psami, z aparatem na ramieniu. Od kilku lat oddaje się coraz bardziej fotografii przyrodniczej, ale wędrowanie poza miasto i Natura była mu zawsze bardzo bliskie. A nie tak często dobry fotograf miasta bywa jednocześnie dobrym fotografem tego, co poza miastem, jak to jest na zdjęciach Jacka Szczurka i z nim zaprzyjaźnionego Andrzeja Skowrońskiego. Ich wspólna wystawa jest jak awers i rewers – nie zaciera indywidualnego podejścia do technologii i tematu. O ile prezentacja Andrzeja pokazuje przede wszystkim mikroświaty, o tyle Jacek pokazuje przede wszystkim rozległe, tak oszczędne w kolorze, że niemal monochromatyczne, nienagannie skomponowane pejzaże, dalekie od reporterskich czy turystycznym migawek, fotografowane we wszystkich porach roku. Fotografuje rozległe pola, aleje drzew, Wisłę, ale i płot z żerdzi na ośnieżonym pastwisku czy jezioro skute lodową powłoką. Są pogłębionymi studiami perspektywy fotograficznej, jakże innej od perspektywy malarskiej. Tęsknota do włóczęgi z aparatem fotograficznym jest w nich bardzo silna. Mottem jego prezentacji mogłyby być słowa: „Ta nasza młodość, ten dziwny czas/ Ta para skrzypiec, co drzemie w nas…” – jak to śpiewano w krakowskiej Piwnicy Pod Baranami. (Stanisław Jasiński)

 
WERNISAŻ